sobota, 11 września 2010

Nieowcza, ale wełna

Tym razem krótko - dach gotowy, czas na ocieplanie, wełna wciągnięta na górę, więc można układać i sznurkować. Żeby było konkretnie dam 15cm między krokwie i potem jeszcze 8cm w poziomie pomiędzy nabite na krokwiach łaty. Nie straszna mi będzie najcięższa górska zima. Robota niby łatwa, ale pyli się cholerstwo nieprzeciętnie. Pierwsza warstwa w 90% już ułożona


Zostały miejsca przy kominie - coś zacieka bo chyba panowie górale nie uszczelnili dokładnie więc trzeba najpierw obróbkę poprawić a na wiosnę się dokończy. No i ściany szczytowe poddasza też jeszcze nieocieplone. W końcu to raczej maraton a nie sprint...się zrobi, ciśnienia nie ma.

sobota, 7 sierpnia 2010

Pod blachą

Lato na półmetku, panowie górale skończyli prace dachowe. Dostawy materiałów na górę okazały się być nie lada wyzwaniem logistycznym, na szczęście znalazł się ciężki traktor z przyczepą i żądnym dudków;-) właścicielem, który zgodził się pomóc. Letnie ulewy mimo zdjętego dachu nie zaszkodziły zbytnio budynkowi - wykonawcy zadbali o zabezpieczenie stropu foliami. Ten etap prac mnie zupełnie ominął - po prostu przyjechałem na gotowe. Efekt przeszedł moje oczekiwania! Chałupa zmieniła się zdecydowanie.


Aha - komin też został postawiony na nowo - większy -  na dwa kanały - bo piec to jedno a może jeszcze kominek się pojawi.
A tu była przybudówka




Poddasze stało się bardziej przyjazne


kolejnym etapem będzie układanie wełny (2 rolki już czekają, oczywiście to zbyt mało, ale wełnę upycham do samochodu i sam po trochu wożę na górę).
Po tych zmianach została mi wielka góra drewna


 której większość spaliłem - trwało to 3 dni jednoczesnego palenia dwóch ognisk, a niewielką część pociąłem na opał na zimowe przyjazdy. Zostały mi też 2 maszyny - młockarnia (chyba) i wialnia




 A na koniec porcja wieczornych widoczków. Miejsce jest dla mnie po prostu niesamowite






sobota, 19 czerwca 2010

Czerwcowa baranina

W czerwcu miałem już dogadaną ekipę na zrzucenie eternitu z dachu, wyburzenie przybudówki, położenie nowej więźby i pokrycie blachodachówką. Wiem, puryści będą się zrzymać, czemu nie gont, wiór itd....Jeśli zapewnicie finansowanie to z przyjemnością wymienię blachę na rasowe pokrycie.  
W międzyczasie wziąłem się za demolowanie wnętrza - zbiłem tynk w jednej z izb



Stan bali, zwłaszcza w dwóch narożnikach nie wygląda najlepiej - o ile konstrukcja trzyma się kupy, to próchno na kilka centymetrów wgłąb belek nie pozowli mi na na ich pozostawienie bez zakrywania (a może jakieś pomysły co z tym zrobić?)
Nic to, kolejny poranek, mimo, że deszczowy zaskoczył mnie bardzo. Obudziły mnie dzwonki. Wyjrzałem  na łąkę a tam:



dla mieszczucha widok niesmowity, tym bardziej, że pod wieczór pogoda się poprawiła i wyjrzało słońce (mała zagadka - Co to za "placek" mniej więcej po środku zdjęcia?)



Dobrej nocy


sobota, 1 maja 2010

Plany są ambitne

To już kolejny raz tu jestem. W kwietniu dwa razy wpadłem na rekonesans. Mimo przeciwności losu - chyba nie umiem prowadzić samochodu w terenie - w lekkim błotku spędziłem 1,5 godziny, no ale udało się wydostać.
Zaczynam planować prace remontowe. Tynki ze ścian i sufitu


do zbicia.
Dach eternitowy


 - do kasacji, podobnie więźba dachowa


do takiej roboty potrzebna będzie ekipa, sam nie dam rady. A eternit do utylizacji przez gminę, tylko wniosek muszę złożyć i będzie git. Plany zagospodarowania poddasza są wielkie. Chcę dach ocieplić wełną - chata ma być dosgtępna i komfortowa również zimą.
W dalszej przyszłości wymiana desek na elewacji a potem wykańczanie wnętrza - zobaczę co pokaże się pod tynkiem i zadecyduję czy da się zachować stare belki, czy jednak będą wymagały przykrycia nowym drewnem.
Tymczasem rozglądam się po obejściu i widzę, że mieszkańcy nie zaprzątali sobie głowy problemem utylizacji śmieci.


Byle za chałupę a "siły natury w slużbie człowieka" pomogą. Syfu jest nieprzebrana ilość, zwłaszcza w  strumieniu, który wypływa z łąki. Ciut poniżej w lesie można w nim znaleźć stare gumiaki, garnki, dziurawe wiadra, worki po nawozach, plastikowe miski, tubki po paście do zębów (czyli o higienę dbano - w zasadzie możnaby sprowadzić archeologów na wykopaliska). Puste butelki po alkoholach wszelakich to odrębny temat. Może kiedyś zrobię z tym porządek. Wrzucam na listę "To do", ale raczej z niskim priorytetem
Za to widoki z łąki rekompensują wszystkie niedoskonałości.


Ta chalupka stoi na sąsiedniej działce, architektonicznie jest ciekawsza bo ma daszki (nie wiem jak się fachowo nazywają) na szczytach, ale jej stan jest opłakany.

 Jak widać prawa część chałupy lekko siada - to przybudówka o słabej konstrukcji - do rozbiórki.


Praca na lata - tylko wygrana w lotto może to przyspieszyć. Idę do schroniska zapytać o solidną ekipę ciesielsko dekarską.



piątek, 19 marca 2010

Stało się

Sprawy formalne załatwione...wymieniłem całkiem pokaźny plik banknotów na stertę pruchniejącego drewna i prawie hektar łąki. Wariactwo!. Spróbwałem dostać się do chaty samochodem, ale nic z tego. Od schroniska droga kompletnie zasypana - ufny w możliwości auta z rozpędu wjechałem w śnieg - mimo masy samochodu pędu starczyło raptem na 4-5 metrów. A że opony miałem już letnie to utknąłem:-). Ani do przodu ani do tyłu. Na szczęście do najbliższego gospodarstwa było tylko 300-400 metrów. Uprzejma gospodyni pożyczyła szuflę do odgarnięcia śniegu z przekąsem zauważając " Chyba pierwszy raz, bo inni wożą szufle ze sobą" - trafiła w dziesiątkę. Odkopałem maszynę, wycofałem pod schronisko. Zarzuciłem klamoty na plecy i ruszyłem z buta. Po 40 minutach przemoczony od brnięcia przez topniejący śnieg dotarłem na miejsce. Na szczęście stary piec jeszcze dawał radę


i mogłem wysuszyć mokre ciuchy, a czajniczek pozwolił podgrzać przyniesionego grzańca (bo  herbata to oczywista oczywistość)


to był krótki wypad, poranek następnego dnia okazał się mglisty, mokry i ponury, ale w najmniejszym stopniu  nie zmieniło to mojego nastawienia do tego miejsca.

Niestety musiałem wracać.

sobota, 9 stycznia 2010

Początek

Idea posiadania górskiej samotni (im wyżej i dalej cywilizacji tym lepiej) zrodziła się w mojej głowie już w zamierzchłych czasach. Wiele czasu i wydarzeń  minęło zanim stało się. Nie przeraziły mnie nawet historie typu "dom w górach" 
ani odległość dzieląca mazowieckie niziny od beskidzkich szczytów.Znalazlem ogłoszenie w sieci - ktoś chciał pozbyć się miejsca, którego szukałem. Nie zastanawiałem się długo, 3 dni później już tam byłem podjąć decyzję. 2 km od schroniska turystycznego (to najbliższe stale zamieszkałe miejsce); droga dojazdowa - hmmm właściwie cięzko to nazwać drogą,coś  tylko dla aut terenowych lub ciągników Ursus itp...zimą zupełnie nieprzejezdna,  950 m.n.p.m., południowy stok, łąka, no i stara, jakby ciut zużyta chałupa.
 






 która z bliska może nie robi zbyt korzystnego wrażenia, ale od czego wyobraźnia. Wierzę, że za kilka lat to będzie zupełnie inny dom, ale uda się utrzymać coś z klimatu starej górskiej chaty. Za i przeciw rozważyłem choć może w moim zapale te drugie zostały zbagatelizowane i zamiecione pod dywan i powiedziałem sobie - Tak, to jest właściwe miejsce.



piątek, 1 stycznia 2010

Prolog

Kilka tygodni temu temu dobry znajomy podsunął mi pomysł dokumentowania na blogu zmieniającej się w trakcie remontu chaty w górach, która stała się moją własnością już ponad 2 lata temu (ten wpis powstał 10.07.2012, ale dla zachowania chronologii jest opublikowany z datą 01.01.2010, więc zaczniemy od cofnięcia się w czasie do początku roku 2010. Zapraszam:-)