niedziela, 25 sierpnia 2013

Wielka majówka vol. 1

I nie chodzi tu o ogólnopolskie leniuchowanie przy grillu i browarku w czasie dwóch, nieco odmiennych  świąt majowych. Odmiennych, bo chyba mało kto sympatyzuje ideologicznie z oboma jednocześnie: 1szym i 3cim maja:-). No ale nie ma co politykować, bo pragmatycznie podchodząc to wszystkim (niezależnie czy z prawa czy lewa) grają dwa wolne dni extra:-). Tyle dygresji - majówka w chacie rozpoczęła się w połowie wielkiej majówki i trwała całe dwa tygodnie:-).
W pierwszych dniach przyroda ledwie budziła się do życia.





 Z każdym kolejnym dniem robiło się coraz bardziej zielono i kolorowo




 Zakwitły dzikie czereśnie



 i jagodowe pola.


 Przechadzając się po okolicznych łąkach trafiłem na pierwsze w moim życiu poroże.


Najwidoczniej rogaczy;-) u nas nie brakuje.

Wróćmy do spraw przyziemnych dosłownie i w przenośni - przywiozłem wkład kominkowy, który ma uzupełniać grzanie piecem - szybko nagrzewewać wnętrze chaty. Żeby go zamontować zacząłem od przygotowania czegoś w rodzaju fudamentu:

Krok 1 - wycięcie podłogi i dziura w ziemi


Krok 2 - zaszalowanie i kamienie polne jako wypełniacz


 Krok 3 - lejemy "beton"





Na fajrant oczywiście piwko wtargane z dołu - nie,nie, na plecach to tylko zimą - teraz logistykę rozwiązuje rosyjska konstrukcja nieco podrasowana w Polszy - Łada Niva pickup w wersji de luxe (jedynym działającym wskaźnikiem jest temperatura silnika co pozwala uniknąć stresów związanych z przebiegiem, aktualną prędkością oraz zużyciem paliwa)


wyposażona adekwatnie do warunków. Na codzień stacjonuje w pobliskiej dolinie. Transportuje nie tylko browarki, ale też np. zamówione zimą okna.


 I bywa wykorzystywana jako śmieciarka (tu akurat zapakowana starymi oknami i innymi klamotami)


 Wróćmy do pracy - fundamencik pod kominek jakby związał, więc można murować


Niezależnie od kominka tynkujemy komin - zaprawą wapno + piasek, bez cementu - niech imituje dawnę szkołę tynkarską


a po otynkowaniu komina czas skończyć murarkę pod komiek - proszę bardzo.


Stąd już tylko rzut beretem do efektu prawie końcowego - "prawie" bo zabudowa góry kominka to temat na "kiedyś"


Tymczasem wokół życie tętni - mój "brytan" w pełym galopie pościgowym



za zającem wyposażonym w lekki jakby wytrzeszcz oczu.



 Uszaty stanął słupka



 i nie czekając na pieskie kły


  ruszył z gracją w siną dal


 cdn...











sobota, 24 sierpnia 2013

4 pory roku - Zima


Zimą front robót ustaje - jak to w budowlance.  Nie inaczej było w ostatnich miesiącach 2012. Skupmy się więc na okolicy i warunkach narciarskich. Śniegu w grudniu nie było zbyt wiele - ot lekko posolona/przypudrowana (w zależności od preferencji czytacza) gleba.



W kolejnych tygodniach sypnęło i przymroziło już poważniej.




Drzewa przybrały fantastyczne/monstrualne kształty przypominające postaci z filmów grozy/bajek/dramatów psychologicznych/komedii romantycznych (np. teściowe).



 O - jeden miał nawet czelność zakumplować się z ukrzyżowanym.


A wewnątrz chaty życie nie dało się zgasić mroźnej aurze. Goście, Goście, Goście...


A do tego smacznie, zdrowo i pożywnie.


I aura wróciła jakby łaskawsza (albo świat po prostu wypiękniał po takim posiłku).


Nadszedł czas postawić pierwsze kroki na nartach ni to biegowych ni to niebiegowych:-)


A słonko nadtopiło co nieco i spłynął z dachu piękny, śnieżny okap.



W ramach rozgrzewki i zajęć integrująco-dydaktycznych Goście wzięli sprawy we własne ręce i w niecałe 2 butelki fachowo postawili tę oto konstrukcję igloopodobną. Niestety zabrakło w ekipie cieśli i dekarza.




Daremny ich trud - w połowie kwietnia resztki śniegu bezlitośnie wytopiło słońce - dobrze, że choć zawartość owych butelek nie została zmarnowana.


Stało się!  - "Wiosna, wiosna. Wiosna ach to ty!"








piątek, 24 maja 2013

Rysianka

Krótko - w listopadzie zeszłego roku wyskoczyliśmy ze znajomymi na weekend do chaty. Imprezowy wodzirej niestety zaniemógł był biedaczek i nie miał kto nam polewać. 
Trzeźwi jak świnie wybraliśmy się więc dla odmiany na kilkukilemetrowy spacer do schroniska pod Rysianką. A po schronisku kręcił się przemiły piesek (koniec końców suczka). Nikt nie przyznawał się do tej przylepki wielkości kota, no więc podjąłem szybką decyzję - zaopiekuję się psiną. Oczywiście zostawiłem w schronisku namiary na siebie - w razie gdyby ktoś szukał zwierzaka. Piesek wrócił ze mną do chaty, a następnego dnia na odległe niziny. Jak można było się spodziewać nikt nie szukał kundliczki - u mnie nazywa się Rysia i ma tu dom już ponad pół roku. Początkowo byłem skłonny przekazać ją w dobre ręce, ale z każdym tygodniem ta skłonność słabła...Dziś byłoby to nie do pomyślenia:-)
Pierwsze zdjęcia Rysi (słabej jakości bo telefonem) - smycz pożyczona od gospodarzy schroniska:






i trzecie już po powrocie na dół





Weterynarz określił, że Rysia ma dopiero około 4 miesiące - bo mleczne zęby:-), faktycznie wypadły a na ich miejsce wyrósł jej krzywy kiełek, który sterczy spod wargi:-)



niedziela, 12 maja 2013

Wełna i klony

Przed zimą muszę dokończyć ocieplanie od dołu antresoli (tej nad sienią i drewutnią) - coby ciepło było jak wpadnę w mroźny weekend. Nad sienią już wszystko zostało zrobione, więc teraz czas przenieść się do drewutni. I znów jak poprzednio:

folia:

wełna:


i kolejna folia:

Na boazerię już  nie starczyło pieniędzy w tym roku, w zamian naciąłem nieco drewna na opał i przygotowałem sanki;-)

Sposobiąc się na większą liczbę gości zrobiłem z pozostałych po suficie belek stół na 8-10 osób (2,5 metra powinno wystrarczyć)


i ławę:

Niesamowicie według mnie wygląda stare modrzewiowe? drewno po zgrubnym przeszlifowaniu i zaolejowaniu.

Zjeżdżając na nizniny natknąłem się na:


Czyżby nasi beskidzcy górale posiedli tajemnicę klonowania? Po słynnej owieczce Dolly mają tylko białe kręcone futro;-)




W sieni na jesieni

Po jeżynowych żniwach wracam do pracy nad wnętrzem chaty - pora nieco ogarnąć sień, a przy okazji zacząć ocieplać strop nad nią, który jest podlogą jednej z antresol. Poza tym do wymiany jest zapadająca się podłoga przykryta gumową wykładziną. To zaczynamy od góry. 

Po pierwsze folia paroizolacyjna (na wypadek gdyby coś się rozlało na antresoli i chciało spłynąć w dół)




Zszywacz tapicerski po raz kolejny okazał się być nieoceniony.

Po drugie - wełna mineralna - szklana - znów płuca dostały za swoje - nie palę, więc od czasu do czasu możne je nadwyrężyć;-)





Taśma przezroczysta ma tylko tymczasowo przytrzymać wełnę miedzy belkami, za chwilę pojawi się kolejna folia:




Wełna już zamknięta pomiędzy dwiema foliami, czas na boazerię (początek już widać powyżej) - i znów zszywacz pomaga mocować deski.

A koniec jest taki:





Góra gotowa, spojrzyjmy dokładniej pod nogi:



hmm...pod drzwiami prowadzącymi niegdyś na galeryjkę i do wychodka, podłoga zapadła się o co najmniej 10 cm a deski zupełnie spróchniały. Na szczęście mam jeszcze dechy, a w zasadzie półbale, które były do niedawna podłogą poddasza. Teraz będą podłogą w sieni:-).

Po pierwsze - zrywamy starą podłogę:


Uuuu słabo, legary też spróchniały, a ponadto trzeba podmurować trochę "wysypanych" z podmurówki kamieni. Nic to - materiał jest (znajdź najważniejszy składnik):






więc załatanie dziur nie będzie problemem. Teraz tylko dokończę zrywanie podłogi i wyrzucę spróchniałe legary:

i etap demolki można uznać za zakończony.

Nowe legary - również z belek, które kiedyś były podłogą, położyłem na przekładkach z papy, żeby nie ciągnęły wilgoci i już można układać nową podłogę:


Prawa strona wyżej? - to tylko złudzenie. Po kolejnych 3ech godzinach:




Prace można uznać za zakończone. Ufff. Nowy sufit, nowa podłoga w sieni...już prawie Hilton;-)

A na deser (nie dla jaroszy;-)) Salamandra plamista ukryta pod jedną z belek składowanych obok chaty:













czwartek, 25 kwietnia 2013

W jeżynowym królestwie

We wrześniu nastał czas jeżynowych żniw. Nic to, że dłonie pokiereszowane niczym po walce ze stadem dzikich kocurów. Pyszne, pachnące, słodkie, gorące od wrześniowego słońca, wprost z krzaka jeżyny (ostrężyny w tutejszej gwarze) rekompensują poszarpane nogawki i pokłute ręce.



Podane jak wyżej, lub na świeżym chlebku



albo też serwowane saute wykwintnie na blaszanym, emaliowanym talerzu niewiadomej proweniencji


Idąc za ciosem w kuchenne klimaty podsypałem owoce cukrem i wrzuciłem do rondla na wolny ogień


dusi się, smaży


pachnie i wygląda już coraz lepiej


spodobało mi się - kolejna porcja nastawiona w garnku



Znalazły się i słoiki, zamknięte na gorąco, nie ma ryzyka, że się zepsuje


Zerknąłem własnie do szafki - 3 słoiki konfiturki jeżynowej świeże, jakby dziś zrobione - ani śladu pleśni.
Hmmm, przyjmę zamówienia na ekologiczną konfiturę jeżynową "temi ręcami smażoną"  Anno Domini 2013. Cena do ustalenia:-)

Są i inne owoce na podorędziu


Jednak śliweczki nie zachęcają do współpracy  tak jak jeżyny.

Nawet mięso kiełbasiane traci blask, blednie i usycha zmarszczone  wobec bogactwa smaku jeżynowej konfitury



PS: dla bezkompromisowych Twardzieli...jeżynowy shot:


Wasze zdrowie!